13 sty 2012

Obsługa minimalizmu.

Minimalizm kontra książki.

Źródło: projektowaniewnetrz.eu/akademia/minimalizm/Jeśli nie wiesz czym jest minimalizm, powiem Ci w skrócie, że jest to życie z jak najmniejszą ilością rzeczy. Nie posiadanie niczego niepotrzebnego. “Najwięksi” minimaliści mówią, że można żyć posiadając 50 przedmiotów, inni że 100 – ja nie do końca się z tym zgadzam. Co do samego minimalizmu ,na blogu pojawi się kilka innych artykułów, które będą dokładniej opisywać czym jest, a także czym nie jest – według mnie minimalizm.

Dziś siedząc w pokoju i zastanawiając się, jakim jestem minimalistą, zrozumiałem, że nigdy nie będę “książkowym” przykładem minimalisty. Wszystko przez moje podejście do książek. Nie jestem strasznym książkofilem, ale dla mnie książka, to papierowy przedmiot, wewnątrz którego znajduje się bezcenna dla mnie wiedza. Stoją tak niepozornie na półkach w moim pokoju, wystarczy mi popatrzeć na ich obwolutę, żeby przypomnieć sobie, czego dzięki tej książce się nauczyłem. Bawię się w taki trening pamięci, wybieram jedną z kilku półek i od prawej strony tytułami obwolut staram sobie przypomnieć o czym była ta książka, jej kolejne rozdziały, jak wyglądały kartki, jaka była użyta czcionka – jestem wzrokowcem. Co mi to daje? Przede wszystkim dzięki temu pamiętam, o czym były kolejne książki, nie czytam ich tylko po to, żeby odhaczyć kolejną z “obowiązkowych i polecanych” lektur. Kupuję książki, które są polecane, które uważam, że mogą coś wnieść do mojego życia, które są warte swojej ceny.

Zapewne kilka osób powie mi, że minimalistą można być – kupując sobie jakiś tablet i na nim czytać kolejne książki. Dla mnie w ogóle nie przemawia ten styl, owszem mam kilka e-boków na komputerze, wszystkie przeczytałem, jednak to nie to samo co książka. Wiem, że nawet z ekonomicznego punktu widzenia książka papierowa to awangarda, ale moim zdaniem są rzeczy, na których można i trzeba oszczędzać – książka do nich nie należy. Stale staram się powiększać prywatną biblioteczkę, jednocześnie poszerzając swoją wiedzę na różne tematy. I wiem, że książki będę kupował jeszcze przez długi czas, ponieważ nie przeczytałem, i nie mam w swojej bibliotece nawet 10% książek z “Tajnej listy”.

Stara bibliotekaPoza tym, patrząc w tył, cofając się do naszych szlacheckich korzeni – największe polskie rody posiadały swoje archiwa i biblioteki. Dzięki części tych archiwów, która przetrwała do dziś, możemy odtwarzać historię. Archiwa rodowe były oznaką majętności rodziny i jej wpływów. Dziś również, oglądając różne filmy, czy wywiady z znanymi ludźmi biznesu (w ich domach) często dostrzegam fantastyczne i ogromne biblioteki w tle. Dużo z nich przechodzi z pokolenia na pokolenia jako część spadku… Wiem już, dlaczego duże biblioteki są tak ważne – oczywiście jeśli książki w nich trzymane są czytane. Jeśli przeczytasz tyle książek, tak jak zrobili to dziadkowie, a następnie spacerując tą bibloteką przeglądasz obwoluty, przypominasz sobie kolejne treści książek – poszerzasz swój konspekt. Wiem, że w mojej biblioteczce będą książki, dzięki którym moje dzieci (może w przyszłości), będą mogły patrzeć na świat oczami zdobywcy, a nie konsumenta.

„Biedni mają duże telewizory, bogaci –duże biblioteki.”

-Jim Rohn

12 sty 2012

Biznes dla każdego.

Widzenie przyszłości wzbogaca!

Dziś kolejny wpis inspirowany książką, tym razem na celowniku „Młody Bogaty Rentier” Roberta Kiyosakiego. Ta część książki bardzo mnie zainspirowała! Zapinajcie pasy i jedziemy.

Bogaty ojciec często mówił swojemu synowi i mnie: „Jeśli chcecie być bogaci, musicie rozwijać zdolności widzenia. Musicie stać na krawędzi czasu i wpatrywać się w przyszłość”. Opowiadał nam historię, jak John D. Rockefeller stał się bogaty, ponieważ dostrzegł wzrost znaczenia ropy naftowej spowodowany zwiększającym się popytem na samochody. Tłumaczył, że Henry Ford potrafił dostrzec pragnienie posiadania samochodu przez klasę średnią w czasie, gdy mieli go tylko bogaci. W czasach współczesnych Bill Gates został miliarderem, gdyż przewidział upowszechnienie się komputerów osobistych, w przeciwieństwie do starszych i mądrzejszych dyrektorów IBM, którzy upatrywali przyszłość w wielkich komputerach typu mainframe. Nie myśleli tak jak Henry Ford, więc zaprzepaścili szansę dla IBM, którą wykorzystał Microsoft. Gdybym wcześniej zainwestował w IBM, kazałbym takich ludzi bez wizji zwolnić, a im samym – zwrócić firmie pobrane pensje. Zamiast tego oni dostali premie, a inwestorzy stracili majątek. Młodzi, którzy stworzyli Yahoo, Netscape, AOL oraz inne znane firmy internetowe, stali się miliarderami, nim ukończyli studia, ponieważ potrafili dostrzec przyszłość.

Jeżeli spóźniłeś się na statek płynący w kierunku pól naftowych, epoki komputerów czy epoki Internetu – nie martw się. Płynie następny! Jeśli jednak tkwisz w przeszłości, masz dużą szansę ponownie spóźnić się na rejs, lub co gorsza, popłynąć Titanicem, bo jest duży i „bezpieczny” – zwłaszcza dziś, gdy kontekst i treść światowych wydarzeń zmieniają się tak szybko.

Żródło: http://www.swiatobrazu.pl/fotografie/galeria,zdjecie,uzytkownika,fobos_img_1226_r41eory0zshfcggthW kultowej scenie z filmu Top Gun wszyscy piloci myśliwców krzyczą: „Strzelaj! Strzelaj!”. Jeśli go oglądałeś, być może pamiętasz, że czas oddania strzału do samolotu nieprzyjaciela mierzy się ułamkami sekund. Gdy czekasz zbyt długo lub jesteś nieprzygotowany, tracisz szansę. To samo dotyczy świata pieniędzy. Okazja oddania strzału jest także krótka. Jeśli zatrzymałeś się w czasie, utkwiłeś w przeszłości, ubierasz się jak mama lub tata, nie masz przygotowania ani nie masz umiejętności wymaganych w biznesie i inwestowaniu, możesz nawet takiej okazji nie dostrzec. Nie tylko ją przegapisz, ale możesz oddać strzały w kierunku okazji, które także zatrzymały się w czasie i zmierzają donikąd.

„Religia przyszłości będzie religią kosmiczną. Przekroczy ona osobowego Boga i odrzuci dogmaty i teologię. Będzie opierac się na religijnym zrozumieniu.”

- Albert Einstein

11 sty 2012

Sukces zależy od Ciebie.

Nie lekceważ pomysłów!

Źródło: hostingmeeting.pl/wp-content/uploads/2009/03/pomysl.jpgW moim ciężkim klinicznym przypadku, najczęściej przychodzą w nocy, wtedy jest ich najwięcej, działają na moją wyobraźnię, kuszą i prowokują. Kiedy to wszystko się zaczęło, starałem się o nich nie myśleć, zresztą starałem się wtedy nie myśleć o niczym i jak najszybciej zasypiać, żeby już mnie nie męczyły. Piszę tutaj oczywiście o pomysłach, które w przyszłości możnaby przekuć na jakiś prosperujący biznes. Wiem, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, w nocy chyba każdemu włączają się wizje, co by można zrobić, żeby polepszyć swoje życie, jednak kiedy rano się budzimy połowy z nich nie pamiętamy, a na drugą połowę patrzymy i mówimy – „ale to głupie”.

Tracimy w ten sposób dziesiątki, jeśli nie setki wspaniałych pomysłów, które mogłyby zmienić nasze życie. Zastanowiłeś się kiedykolwiek, czemu ich nie wykorzystujesz? Czemu ich nawet nie zapisujesz? Tak jak już pisałem, mi osobiście najwięcej pomysłów przychodzi do głowy późnym wieczorem, kiedy leżę już w łóżku, dlatego obowiązkowym przyborem, który leży na stoliku jest notatnik z długopisem. Myśląc – to może być fajne, nie zastanawiam się, jak mógłbym wprowadzić to w życie, czy jest jakaś szansa, żeby to w ogóle się udało, po prostu zapisuję to w notatniku moich „Złotych pomysłów”. Nawet jeśli teraz nie mam środków, pomysłów, możliwości, żeby jakąś ideę wprowadzić w życie, to kiedy te same pomysły będę przeglądał za rok, dwa – sytuacja może się zmienić. Wtedy da mi to możliwości do zwiększenia swoich dochodów.

W tym wypadku najważniejszy jest stały przegląd naszych myśli, nie da się zapanować nad wszystkimi myślami, chyba że codziennie kilka godzin ćwiczymy medytację, ale nawet zasypiając powinniśmy ich pilnować. Nasza nadświadomość, która wtedy działa, nie chce zrobić nam krzywdy. Nadświadomość nigdy nie powie ci, kiedy stoisz nad przepaścią – SKACZ, ponieważ jej też nie jest to na rękę. Najczęściej nie doceniamy jej cichych podpowiedzi, które dostajemy codziennie w pakiecie z oddychaniem i biciem serca. Kiedy już zdasz sobie sprawę z tego, że nie ma pomysłów niemożliwych do wykonania, zaczniesz dostrzegać ich jeszcze więcej. Nagle na każdym kroku spotykał będziesz jakiś ciekawy pomysł, który mógłby się stać kurą znoszącą złote jajka.

Wieczorem zapisuj każdy pomysł, który przyjdzie ci do głowy, z samego rana, kiedy Twój umysł jest świeży po odpoczynku związanym ze snem, zredaguj jeszcze raz te pomysły. Potem dopisz kilka ciekawych uwag, o które ten pomysł mógłby stać się jeszcze wartościowszy. Być może, kiedy rano będziesz jeszcze raz analizował swój pomysł uznasz, że w zasadzie możesz wprowadzić go od jutra w życie – wtedy działaj, a nie zastanawiaj, szkoda życia na zastanawianie się – „ale może to jednak głupie, na pewno nic z tego nie wyjdzie, ale co powiedzą znajomi, głupota”. Działaj, działaj i jeszcze raz działaj. Te pomysły, które NA RAZIE wydają ci się nierealne, zapisuj na kartce i chowaj w jedno miejsce, żeby nie zgubiły się gdzieś pomiędzy niepotrzebnymi notatkami z wykładów. Raz na pół roku, raz na rok, przeglądaj swoje pomysły i kombinuj co zrobić, żeby każdy po kolei mógł zostać wprowadzony w życie.

„Wiadomo, że taki i taki pomysł jest nie do zrealizowania. Ale żyje sobie jakiś nieuk, który o tym nie wie. I on właśnie dokonuje tego wynalazku.”

- Albert Einstein

10 sty 2012

Biznes dla każdego.

Ile chcesz zarabiać?

Rozmowa rekrutacyjnaPamiętasz swoją pierwszą rozmowę o pracę? Czy padło tam pytanie: „Ile chce Pan/Pani zarabiać?” – jak się wtedy czułeś, a jeśli go nie było to jakbyś się poczuł? Ja poszukując pracy odbyłem kilka rozmów rekrutacyjnych, za każdym razem kiedy padało to pytanie byłem trochę skrępowany, dlaczego?

Po pierwsze sam nie wiedziałem ile potrzebuję pieniędzy. Po drugie nie wiedziałem ile „wypada” mi powiedzieć, że chciałbym zarabiać. W mojej głowie za każdym razem krążyły pytania, a co jeśli powiem za dużo. A może za mało, i wtedy pracodawca będzie mógł mnie „doić”. Przed podobnym dylematem staniesz, kiedy otworzysz swoją działalność gospodarczą, stworzysz produkt lub usługę – co dalej? Musisz zadać sobie pytanie – „Ile chcę na tym zarobić?”. Przeanalizujesz swoje potrzeby, wszystkie za i przeciw, kiedy wyznaczysz jakąś cenę – przedstawisz swój pomysł najbliższym i co usłyszysz? Tak dużo, przecież nikt tego od Ciebie nie kupi, co to w ogóle jest – jest kryzys, ludzie są BIEDNI, nikt nie ma pieniędzy. A co ja ci powiem? Dupa, dupa, dupa. Gdzie jest kryzys? Na wykresach. Ludzie są BIEDNI, a czy słyszałeś kiedyś, żeby ktoś narzekał, że ludzie są za bogaci? Mając produkt – szukaj tych klientów, którzy są w stanie dać cenę, której oczekujesz – nie mówię oczywiście o naciąganiu.

Jestem bogatyZanim jednak przygotujesz plan swojego biznesu, czy powiesz pracodawcy ile chciałbyś zarabiać, powinieneś zadać sobie samemu pytanie, ile ja tak naprawdę potrzebuję pieniędzy? „A skąd mam wiedzieć ile będzie mi potrzeba pieniędzy?” Jeżeli jeszcze nie wiesz, ile powienieś zarabiać, jak najszybciej musisz się dowiedzieć. „Przecież ja chcę zarabiać jak najwięcej i coraz więcej!” Pytanie jaki jest cel w zarabianiu coraz więcej, jeżeli nie wiesz co zrobić z tymi pieniędzmi. „Zawsze jakieś wydatki się znajdą!” W takim razie powiem Ci, że nieważne ile będziesz zarabiał – nigdy nie będziesz bogaty. „Co ty mówisz! Przecież zarabiając 50 000 miesięcznie, będę bogaczem.” Nie ważne ile zarabiasz, ale jak tymi pieniędzmi operujesz. Nie umiejąc odpowiednio zagospodarować 2000 PLN, nie licz, że oszczędzisz coś mając 50 000. Skąd to wiem?

Ile razy słyszałeś o tym, że ktoś wygrał w Lotto kilka milionów, a po roku albo dwóch ich konto było równe zeru. To nie jest jakieś magiczne zaklęcie, ani rozrzutność, te osoby nigdy nie nauczyły się obchodzić z pieniędzmi przez całe życie, dlatego też nie dobrze obchodzili się z nimi po wygraniu miliona. Jasne, że pieniądze się nie rozpłynęły – kupili 3 samochody, nowy ekskluzywny dom, pojechali na szaloną wycieczkę… I na tym kończy się zabawa. Zawsze wydawali wszystkie pieniądze, żyjąc od wypłaty do wypłaty. Dlaczego więc teraz miałoby być inaczej? Dopiero po czasie zauważają, że ogrzewanie ich dużego domu kosztuje tyle co wszystkie koszty „poprzedniego” życia, a samochody, które już straciły 40% swojej wartości – spalają 20 litrów benzyny na 100 km. Nie myśleli co zrobić z pieniędzmi, żeby stworzyć źródła dochodu, które mogłyby utrzymywać ich życie na stałym wysokim poziomie.

Odbiegam nieco od tematu. Widzisz jeśli policzysz wszystkie swoje wydatki, wszystkie – koszty związane z życiem, wycieczkami, wakacjami, imprezami, urodzinami, remontami, itd. W kosztach zawrzesz realizację wszystkich swoich celów, marzeń i szaleństw biorąc pod uwagę czas ich realizacji. Załóżmy, że sumując to wszystko potrzebujesz zarabiać 3000 złotych. Pytanie, nie potrzebuje Pan zarabiać więcej? Obiecuję GÓRY ZŁOTA, wielką karierę – powiedz wtedy pewnym głosem, nie, nie potrzebuję. I spojrzyj na minę pracodawcy. To o czym pisałem w poprzednim wpisie – nie pracuj dla samej pracy, życie dostałeś po to, żeby się nim cieszyć, a nie żeby całe je przepracować w imię kilku złotych więcej na rachunku.

“Człowiek zużywa dziś na wszystko mniej czasu i więcej pieniędzy, i właśnie to nazywa się u nas postępem.”

- Frank Sinatra

09 sty 2012

Sukces zależy od Ciebie.

13 najczęściej popełnianych błędów

przez Bogatych w Zupełnie Nowy Sposób.

Wpis ten jest inspirowany książką, którą przeczytałem już jakiś czas temu, ale często do niej wracam – „4-godzinny tydzień pracy Timothy’ego Ferriss’a. Polecam ją wszystkim, którzy planują zmienić swoje życie tak, żeby stało się ciekawsze i bardziej pasjonujące.

Projektowanie stylu życia polega na tym, że popełnia się błędy. Potrzebna jest nieustanna wola walki, by zapomnieć o starym modelu świata, opartym na odkładaniu wszystkiego na później, na emeryturę. Oto potknięcia, które mogą stać się również twoim udziałem. Nie popadaj we frustrację. To po prostu cześć procesu.

1. Tracisz z oczu marzenia i wpadasz w wir pracy dla pracy.
Każdemu się to zdarza, ale niektórzy dają się złapać i już nigdy z tego nie wychodzą. Poświeć chwilę czasu i przygotuj w swoim pokoju tablicę, na której umieścisz wszystkie swoje marzenia, następnie każdego ranka spoglądaj na nią i myśl o tych marzeniach!

2. Uprawiasz mikrozarządzanie i piszesz e-maile dla wypełnienia czasu.
Ustal zasady i obowiązki, zaplanuj scenariusze i granice autonomicznego podejmowania decyzji, a potem przestań – dla zdrowia własnego i wszystkich zaangażowanych stron.

3. Rozwiązujesz problemy, które mogą rozwiązać twoi podwykonawcy lub współpracownicy.

4. Pomagasz podwykonawcom i współpracownikom kilka razy w rozwiązywaniu tego samego problemu.
Ustal czytelne reguły rozwiązywania wszystkich problemów. Daj ludziom swobodę działania bez twojego udziału, ustal na piśmie granice ich uprawnień. W przypadku Tima jego podwykonawcy mogą we własnym zakresie rozwiązywać wszystkie problemy, których skutki nie przekraczają granicy 400 dolarów.

5. Uprawiasz pogoń za klientami, szczególnie tymi niewykwalifikowanymi lub zagranicznymi, kiedy masz wystarczające przepływy pieniężne, by sfinansować swoje cele niefinansowe.

6. Odpowiadasz na e-maile, które nie zwiększają sprzedaży albo na które można odpowiedzieć w rubryce „Najczęściej zadawane pytania”

7. Pracujesz w miejscu, w którym mieszkasz, śpisz i powinieneś odpoczywać.
Oddziel te dwa środowiska – przeznacz wyodrębnioną przestrzeń na pracę i tylko pracę – bo inaczej nigdy przed nią nie uciekniesz.

8. Nie przeprowadzasz szczegółowej analizy 80/20 co dwa lub cztery tygodnie – zarówno w odniesieniu do życia osobistego, jaki i zawodowego.

9. Nieustanie dążysz do perfekcji , zamiast zadowolić się poziomem wysokim lub tylko wystarczającym – zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.
Przyjmij do wiadomości, że właśnie to stanowi częstą wymówkę, jeśli chodzi o pracę dla pracy. Skoncentruj się na kilku wielkich rzeczach, a w przypadku pozostałych zadbaj o to, by funkcjonować na poziomie dostatecznym.

10. Stwarzasz sobie niewspółmierną ilość drobnych problemów, by mieć wymówkę dla pracy.

11. Nadajesz priorytet sprawom mało pilnym, by usprawiedliwić potrzebę pracowania.
Ile razy muszę to powtarzać? Koncentruj się na życiu poza Twoimi rachunkami bankowymi, nawet jeśli ta perspektywa na początku Cię przeraża.

12. Postrzegasz jeden produkt, pracę lub projekt jako coś, na czym kończy się świat i twoje życie.
Życie jest zbyt krótkie, by je marnować, ale jest zbyt długie, by być pesymistą lub nihilistą. Nieważne, co robisz teraz – zawsze jest to pierwszy stopień do następnego projektu lub doświadczenia.

13. Zaniedbujesz społeczny wymiar życia.
Otaczaj się ludźmi uśmiechniętymi i pozytywnie nastawionymi, którzy nie mają z twoją pracą zupełnie nic wspólnego. Szczęście dzielone z przyjaciółmi i ukochaną osobą to szczęście zwielokrotnione.

„Jeśli nie popełniasz błędów, za mało pracujesz nad problemem. I to jest największy błąd”

- Frank Wilczek

08 sty 2012

Biznes dla każdego.

Czy warto pomyśleć o swoim biznesie?

Dzisiejszy wpis będzie kontynuacją tego z dnia poprzedniego. Nie będzie jednak tyczył się ‘społeczeństwa’ – wskakujemy poziom wyżej w kierunku własnego biznesu. Po przeczytaniu wczorajszego wpisu mogłeś zareagować na 3 różne sposoby:
1. O czym ty pierd**isz.
2. Racja matrix nie jest dobrym rozwiązaniem dla świadomego człowieka, na szczęście wychylam się ponad to.
3. Rany, ja faktycznie jestem w społecznym matrixe.

Pierwszej opcji nie będę komentował, widocznie nadajemy na innych falach. Druga opcja jest mi jak najbliższa, sam staram się wychodzić na różne sposoby poza wszelakie ramy, które mnie ograniczają. Trzecia opcja – świadomość problemu i chęć podjęcia działań, ażeby zmienić obecny stan rzeczy – ta grupa to moi dzisiejsi czytelnicy.

Źródło: pomyslnaprezent.blox.pl/resource/Hamak.jpgCo jest poza matrixem? Długo zastanawiałem się jak odpowiedzieć na to pytanie. Najpierw chcę dodać, że sam nie wiem, czy ja jestem w nim, czy poza nim – staram się wychodzić poza ramy, żeby lepiej wszystko zrozumieć. Jednak może to, że piszę tego bloga znaczy, że jestem ostatecznie wplątany w system… Wracajmy jednak do tematu, doszedłem do wniosku, że poza matrixem jest – NIC. Jedno olbrzymie, oddychające i fantastyczne NIC. Jakie byłoby Twoje życie, gdybyś nie musiał NIC robić? “Zaraz, zaraz, przecież tak się nie da, kto na mnie zapracuje?” Zaraz, zaraz – a po co ktoś miałby na Ciebie pracować? Spojrzyj na to z boku, umawiasz się z pracodawcą, że będziesz pracował, a ten będzie ci za pracę płacił określoną sumę. W sklepie umawiasz się, że za owoce twojej pracy (pieniądze) możesz kupić jakiś produkt. Cały świat, w którym żyjemy jest powiązany całą masą umów “na słowo”. Miej tego świadomość kiedy idąc do sklepu płacisz złotówkami.

Pomyśl, że nie pracowałbyś, absolutnie nic, robiłbyś to co lubisz, do tego cieszyłbyś się życiem i szeroko uśmiechał. Wydaje ci się to śmieszne, ponieważ zostałeś wychowany w tej mentalności, że tylko ciężką pracą można dojść do jakiegoś poziomu – jeśli będziesz miał szczęście. Oczywiście wszyscy milionerzy to złodzieje i oszuści. Dokładnie o tym mówiłem, będąc w systemie, nie możesz uważać inaczej – wszycy zgodnie powtarzają – pracuj ciężko i utrzymuj rodzinę. Moim zdaniem lepiej robić to co sie lubi, mieć dużo wolnego czasu i wyznawać zasadę, że “pieniądze przychodzą łatwo, często i w dużych ilościach”.

Źródło: megaronnieruchomosci.files.wordpress.com/2011/09/197.jpgZakręć się w koło i zobacz, na jak wiele sposobów mógłbyś zarobić pieniądze. Teraz te wszyskie możliwości przeanalizuj pod kątem Twoich zdolności i upodobań. Wybierz kilka tych pomysłów, które wydają ci się najlepsze i najbliższe Twojemu sercu i działaj. Już dość myślałeś o tym wszystkim, wymyśliłeś, więc czemu wszystkie pomysły leżą w szufladzie? “Przecież nie będę zakładał działalności gospodarczej, żeby spróbować swoich sił, co jeśli mi się nie uda!” Co złego jest w działalności gospodarczej? Koszty jakie będziesz ponosił w pierwszych 2 latach to niecałe 400 PLN (Zus i ubezpiecznie zdrowotne), do tego księgowość – jak poszukasz za około 100 złotych znajdziesz, a w tym czasie możesz ją zawiesić lub zamknąć i tyle. Daj szansę na powodzenie Twoim pomysłom – 3 miesiące, nie mniej… sprawdź się w tej nowej sytuacji.

Nie będziesz musiał pracować codziennie, w zasadzie, w ogóle nie będziesz musiał pracować. Analizując swoje pomysły na biznes zwróć uwagę na kilka rzeczy. Przede wszystkim zastanów się, czy biznes, który chcesz rozkręcić, może za jakiś czas działać bez Ciebie. “Zaraz, po co mam coś rozkręcać, a potem to zaniedbać?” Nie mówię o zaniedbaniu. Najlepszym biznesem jest ten, w którym Twój czas na sprawdzenie, czy biznes działa należycie – to 1 godzina w tygodniu. W tym momencie, możesz już wchodzić w kolejny biznes, realizując się w kolejnych pomysłach…

Lubisz łowić ryby i to Twoja prawdziwa pasja. Przychodzi weekend, a ty wieczorem nie wychodzisz z kolegami, ponieważ wiesz, że musisz wstać o 2.oo w nocy, żeby złowić rybę życia. To pasja, wykorzystaj to i pomyśl jak mógłbyś zarobić w tej tematyce. Może w Twojej okolicy nie ma żadnego sklepu wędkarskiego? Może sprawdziłbyś się jako organizator zawodów wędkarskich, które co roku odbywałyby się w nowych, przez Ciebie sprawdzonych miejscach. Po kilku latach prestiż tych zawodów ściągałby wędkarzy z całej Europy. Sprwiłby że organizując jedne kilkudniowe zawody zarobiłbyś 50 000 złotych – z biletów, wstępów i karnetów, potem mógłbyś przez cały kolejny rok myśleć o kolejnych zawodach, żeby znów czymś zaskoczyć uczestników. Nie ograniczaj się do szablonów. Wyjdź poza ramy, próbuj działaj. Boisz się, że jednak nie wyjdzie, więc pracuj na etacie i działaj sam, zaryzykuj te 3 miesiące ciężkiej pracy, łącząc biznes z etatem, być może przekonasz się, że jest to łatwiejsze niż ci się wydaje.

“Jeśli robisz tylko to, co wiesz, że możesz zrobić – nigdy nie zrobisz zbyt wiele.”

- Tom Krause

07 sty 2012

Społeczeństwo polskie.

„Społeczny matrix”

Społeczny Matrix

Nie bądź lemingiem, zacznij kreować swoją przyszłość. Dzisiejszy świat przesycony jest konsumpcjonizmem, kreuje on – trwający w koło “wyścig szczurów”. Chcąc konsumować jak najwięcej – mieć nowe samochody, ubrania, piękne mieszkania i domy – wpaja się nam, że najlepszym rozwiązaniem jest wzięcie kredytu, a następnie spokojna praca w celu jego spłacenia. Uważam, że reklamy promujące branie kredytów, powinny być traktowane w telewizji na równi z alkoholem – możesz wyemitować tą reklamę, ale po 22.00. Jeśli oglądasz TV i co 10 minut leci reklama: “Wziąłem kredyt – cieszę się życiem” , “Wziąłem kredyt – spełniam marzenia”, to statystyczny Polak, który przed telewizorem spędza 2-3 h dziennie zaczyna po jakimś czasie sam w myślach powtarzać sobie “Wezmę kredyt – będzie fajnie”. Naturalnie nie stanie się tak, że prawo zakaże emitowania reklam banków i kredytów wszelkiej maści, ponieważ za tego typu działalnością idą zbyt wielki pieniądze. Ten “wyścig szczurów” trwa nieprzerwanie od kilku dziesięciu lat – na świecie, w Polsce powoli się rozwija.

Startując w dorosłe życie jesteś atakowany wiadomościami o tym, że nie będzie emerytur (politycy – z mównicy), o tym, że dzieci rodzi się coraz mniej (kościół – z ambony). Wszyscy mają na tą przypadłość złotą radę “ROZMNAŻAJCIE SIĘ”.

Źródło: burnbabylon.pl/grafika/07.2011/consumption_01.jpgMłoda para dowiaduje się o tym, że już niebawem na świat przyjdzie ich potomek. Oczywiście przy tak doniosłym wydarzeniu – nie wypada nie mieć ślubu – jak można nie ochrzcić dziecka, podniosły by się pewnie głosy oburzenia. Decyzja o ślubie zapada, więc kolejnym krokiem jest wzięcie kredytu na mieszkanie (przecież w wynajmowanym mieszkaniu nigdy nie poczujesz się pewnie, nie stworzysz ogniska domowego, ono nie jest Twoje). Wspaniałomyślne Państwo na szczęście zatroszczyło się o to, żeby młodzi rodzice nie mieli dylematów i daje dopłatę w wysokości części odsetek za to mieszkanie. Rodzice już podjęli decyzję, w filii jednego z banków, związali się kolejnym świętym prawem – umową kredytową z bankiem na 30 lat – tak nam dopomóż komorniku i wszyscy urzędnicy bankowi. Rodzice myślą o tym mieszkaniu, jak o swoim, mimo że przecież tak naprawdę przez kolejne 30 lat, to jest mieszkanie także banku. Jakie ta decyzja wywołuje konsekwencje. Przykładny ojciec, głowa rodziny, w poszukiwaniu pracy znajduje nienajlepiej opłacaną pracę na etacie. Pracuj, konsumuj, pracuj, konsumuj, płać raty za mieszkaniu, pracuj, konsumuj. Nie myśl, nie możesz zmienić tej sytuacji, nie możesz myśleć samodzielnie, przecież musisz pracować, masz kredyt hipoteczny i rodzinę na utrzymaniu. Pracuj, konsumuj, pracuj, płać raty. W kilka lat później horyzont tego młodego i pełnego energii człowieka – znacząco się zawęża. Już nie zastanawia się nad innymi możliwościami – idzie do pracy, może nawet jej nie lubić, ale uważa, że nie ma innego wyjścia. Cieszy się tym, że ma jakąkolwiek pracę, przecież według danych 10% Polaków jest bez pracy!

Pokonaj ograniczeniaTak wygląda historia wielu osób, które zostały wciągnięte przez system – taki brzydki twór przeze mnie nazywany pieszczotliwie – „społecznym matrixem”. Czy można się z niego wyrwać? Oczywiście, jeżeli czytasz ten wpis, oznacza to, że szukasz nowych dróg rozwoju siebie samego, a więc jesteś na najlepszej drodze, aby wziąć i wyskoczyć poza ramy. Mam cichą nadzieję, że moje słowa przeczyta jak najwięcej młodych ludzi, którzy dopiero będą wkraczać w dorosłe życie, których matrix odbywa się jedynie w szkole. Dzięki temu, będą mogli odpowiednio reagować, na wszystkie sytuacje, w których będzie wymagane od nich “niemyślenie”. Pamiętaj drogi czytelniku, że ograniczając konsumpcję, do rzeczy, których na prawdę potrzebujesz, wyprzedzasz wszystkich innych – tych którzy konsumują dla samej idei konsumowania. Ile razy zdarzyło ci się, że wchodziłeś do jakiegoś sklepu czy supermarketu i zamiast jednego potrzebnego produktu kupiłeś ich 20. Teraz najprawdopodobniej Twoje półki są nimi przyozdobione. Masz nikomu niepotrzebną lampkę na biurko – przy której nie siedzisz, masz różnego rodzaju pojemniczki na skarby – które stoją puste, masz obrazy, szklanki, RTV, AGD, które kupiłeś, ponieważ poczułeś, że będziesz miał łatwiej z tym przedmiotem, że ten przedmiot jest ładny. Teraz stoi i jego zadaniem jest zajmowanie miejsca w Twoim domu. Chcesz, żeby kolejne zakupy wyglądały tak samo? Ograniczając konsumpcję i ilość posiadanych rzeczy możesz stać się bogatszy (także w sensie duchowym) bardziej, niż obecnie ci się wydaje.

“Bogatym jest ten – kto posiada wiele, bogatszym ten – kto mało potrzebuje, najbogatszym – kto dużo daje”

- Gerhard Tersteegen

06 sty 2012

Społeczeństwo polskie.

Oburzony na oburzonych!

"Marsz Oburzonych" w Warszawie, fot. Mariusz Gaczyński/East News

Uprzedzając nieco fakty, powiem, iż przygotowywałem wpis, którego celem miała być obrona lemingów. W okolicznościach dla mnie trudnych do wyjaśnienia, postanowiłem artykuł ten poświecić tematowi oburzonych.

Nie wiem, czy przypominasz sobie wydarzenia, które rozgrywały się na świecie 15 października 2011 roku. Na ulice całego świata (ponoć w 950 miastach) wyszły tłumy ludzi – głównie młodych, którzy razem protestowali przeciwko – złu tego świata – pozwolę sobie ująć to w skrócie. Najgłośniej mówiło się wtedy o okupowaniu Wall Street, zamieszkach w Madrycie i Rzymie. Co ciekawe ruch oburzonych miał „swój marsz” również w Warszawie. Na świecie Ci młodzi ludzie buntują się przeciwko bankierom, finansistom i politykom, których oskarżają o zrujnowanie światowej gospodarki. Z tego co czytałem i oglądałem na ten temat, nikt żadnego „złego” bankiera, czy finansistę z imienia i nazwiska nie wymienił. Dużo by mówić o sytuacji ekonomicznej i gospodarczej na świece, co kraj to oburzeni w zasadzie mają swoje postulaty. We Francji od jednego z uczestników manifestacji, możemy dowiedzieć się, że ten oburza się, ponieważ nie ma podatku od wysokich transakcji finansowych.

28 września Komisja Europejska przyjęła propozycję podatku od transakcji finansowych (financial transaction tax) – jednak , ten jeśli wejdzie w życie to dopiero za kilka lat. Wysokość tego podatku to w zależności od instrumentów finansowych 0,1% – 0,01%. Podatek ten ma jednak obowiązywać tylko w UE… co może spowodować zmniejszenie rentowności sektora bankowego. Zmniejszenie rentowności, która poprzez kryzys i tak się zmniejsza, czyli strzelamy sobie samobója?

"Marsz Oburzonych" w Warszawie, fot. Radek Pietruszka/PAPCały ruch zaczął się w Hiszpanii, gdzie protestujący nazwali się „Ruchem 15 maja”, następnie – jako „Solidarni z Hiszpanią” – dołączały się kolejne państwa. W Hiszpanii nie byłem, więc trudno byłoby mi pisać o tym, jak mają się ich żądania do rzeczywistości. Faktem jest, że w Polsce, gdzie przystało mi żyć, pojawił się również ruch oburzonych. Rodzimych Oburzonych założyli licealiści Wielokulturowego Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia. W Hiszpanii najgłośniej krzyczą 30-latkowie, którym nie podoba się system w którym żyją – okej. W Polsce najgłośniej krzyczą osoby, które systemu „liznęły” podczas swojej edukacji, z opowiadań kolegów, telewizji i internetu? Na ich portalu „oburzeniwpolsce” możemy przeczytać taki manifest:

„Jesteśmy oburzeni!

Mamy dość sytuacji, w której decyzje nas dotyczące są podejmowane bez naszego udziału.

Wymawiamy posłuszeństwo systemowi, w którym sens naszego życia jest sprowadzony do tego, ile zysku można z nas wycisnąć.
Jesteśmy ruchem oddolnym, horyzontalnym i otwartym na wszystkich. Zjednoczeni wokół wspólnej sprawy wiemy, że nasza siła leży w różnorodności.”

O jakich decyzjach, które zapadają bez ich udziału, piszą? O wysokości podatków, ustanawianiu prawa, czy wysokości szkolnych stypendiów? Wymawiają posłuszeństwo systemowi , w którym sens życia sprowadza się do wyciskania z nich zysku – póki co jedynie naciągając ten system na edukację. I tyle konkretów.

Opisane też jest tam, jak działają:

„Jesteśmy ruchem oddolnym, nie mamy żadnych przywódców ani oficjalnych struktur. Wszystkie decyzje uzgadniamy na spotkaniach, które odbywają się w różnych miejscach w Warszawie i są otwarte dla wszystkich.
Siadamy na nich w kółku i rozmawiamy, każdy ma równy dostęp do głosu. Mamy za sobą dopiero kilka spotkań, wciąż dyskutujemy o tym, czym Ruch Oburzonych powinien się zajmować i w jaki sposób działać. Przyjdź i podziel się swoimi pomysłami! Informacje o miejscu i terminie następnego spotkania znajdziesz na naszej stronie.”

Rozumiem, że jeśli nie będę na spotkaniu w Warszawie to nijak nie mogę wziąć głosu w dyskusji? Wybaczcie, że to napiszę, ale „siadamy na nich w kółku i rozmawiamy” kojarzy mi się jedynie z harcerstwem, albo przedszkolem. Chociaż może chodzi tutaj o ideę okrągłego stołu z legend arturiańskich?

Skąd bierze się mój krytycyzm? Sam jestem oburzonym! Nie podoba mi się obecnie prowadzona polityka wewnętrzna i zagraniczna. Nie podoba mi się mamienie obywateli tworzonymi na poklask problemami – co mnie obchodzi, czy ludzie będą obcinać psom ogony, czy nie? Chciałbym żeby Polacy popatrzyli wspólnie w przyszłość, a nie idąc za programem wyborczym, którego reformy mają dać:

„Satysfakcję z życia tu i teraz, a nie satysfakcję doktrynerom albo wyłącznie przyszłym generacjom. Czujemy się odpowiedzialni za ludzi, za Polaków, którzy żyją tu i teraz, a nie w dalekiej przyszłości”
Ja przepraszam bardzo, ale ta daleka przyszłość, czyli po kadencji sejmu, nadejdzie niebawem, i chciałbym, żeby wszyscy byli świadomi tego – co może ze sobą przynieść.”

"Marsz Oburzonych" w Warszawie, fot. Radek Pietruszka/PAPJestem oburzony widząc otaczającą mnie biurokrację i nieudolnie „rozwijaną” gospodarkę. Polski ruch oburzonych natomiast chce mi dać wolność, równość i braterstwo – a potem się pomyśli – gdzie tutaj logika.
Badając to zjawisko w Polsce przejrzałem kilka filmów z marszu 15 października. Jedne były kręcone przez telewizję, a inne przez osoby prywatne. Poniżej zamieszczam kilka komentarzy i sloganów umieszczanych na transparentach.

Pytani przez dziennikarzy młodzi ludzie odpowiadali tak:                                    „Jesteśmy wkurwieni na wszystko co się teraz dzieje.” – ale co się teraz dzieje?

„To jest projekt „Solidarni z Hiszpanią – 15 października”, zarówno solidaryzujemy się z Hiszpanią i ruchem hiszpańskim, jak i sami pokazujemy jakby, że jesteśmy tą grupą oburzonych.” – ja dziękuję, ale jakby postoję.

Podczas oficjalnego wystąpienia organizatora marszu (chyba), ten mówił tak:
„Jesteśmy przeciw każdej partii politycznej w tym kraju, nie popieramy żadnej partii politycznej” – tłum szalał, a w mojej głowie już rozbłysła wizja pięknego kraju, Polska bez rządu… za to z królem na tronie.

I jeszcze kilka ciekawych haseł skandowanych przez uczestników marszu:
„Chcemy życia w dobrobycie” , „Chcemy mieszkań, nie kredytów” – To ja może powiem, że wolałbym nie mieszkanie, a dom, na Mazurach, z dala od zgiełku i tych wszystkich marszy. Chcesz dobrobytu to na niego zapracuj. Ja swoje mieszkanie widzę tak – jakąś małą kawalerkę – koło 70 000 złotych, chciałbym się tam za 3-4 lata wprowadzić, i pracuję na to cały czas. A tutaj, wyskakuje mi chłopak z megafonem, i on chciałby dostać M-4 w centrum stolicy – bo przecież na zaścianek nie przyjedzie, najlepiej żeby do tego dostał stałą pensję – za samo mieszkanie w tym miejscu.

To że system jest dziurawy to wie chyba każde dziecko. Jednak, czy jakaś jedna albo dwie manifestacje zmienią system? Moim zdaniem potrzeba tutaj pracy u podstaw – silnego ruchu prospołecznego, a nie równości, gruszek na wierzbie i takich tam. Mówię o pracy, ale przecież zgodnie ze sloganami nie ma pracy! Po co więc o niej myśleć, po co w ogóle pracować.

„Najczęstszy ludzki błąd – nie przewidzieć burzy w piękny czas”

- Niccolo Machiavelli

05 sty 2012

Sukces zależy od Ciebie.

Jakie są warunki osiągnięcia sukcesu?

100 milowa podróż„100 milowa podróż zaczyna się od pierwszego kroku”. Ten cytat pasuje do prawie każdego wyzwania, jakie przychodzi nam podejmować w życiu. Nie wiem, czy jest ktoś, kto rodzi się zaprogramowany na sukces, i później trwa w tym sukcesie całe życie. Zazwyczaj osiągnięcie sukcesu jest wynikiem zmiany przekonań i decyzji, które podejmujemy, w odpowiednim momencie w życiu.

Sam starałem się nie być gorszy, od prawie 2 lat myślałem o „sukcesie”. Dziś wiem, że myślenie to jednak trochę za mało. Wtedy myślałem o sukcesie, coś tam planowałem, trochę działałem, a teraz widzę, że prawie zawsze było to robione na pół gwizdka. Na szczęście daleko mi do leminga, więc starałem się robić to „co mi w duszy grało”, dzięki temu i dzięki moim szalonym pomysłom, moje poglądy krystalizowały się. Biorąc pod uwagę wszystkie moje wzloty i upadki – ostatnimi czasy miałem wrażenie, że przeżywam „dzień świstaka”. Spałem do późna, wstawałem, próbowałem pracować, odpoczywałem, relaksowałem się, odpoczywałem, próbowałem pracować i szedłem spać. W moim życiu za dużo było „próbowania”, a za mało działania. Dostrzegłem to już w listopadzie, od tamtego czasu przygotowuję „plan podboju świata”, w którym jednym z elementów, jest blog, który właśnie czytasz. Zmieniam próbowanie – na działania. To czy uda mi się osiągnąć sukces, czy nie zależy od tego, czy będę w stanie zmienić swoje życie i skierować je ku osiągnięciu rzeczy niemożliwych.

Nie uważam, że moje życie jest kiepskiej jakości, wręcz przeciwnie, cieszę się, że jest takie – nie inne. Zawsze podchodzę pozytywnie do wszystkich zdarzeń i każde traktuję jako bezcenną naukę życia. Wiem jednak, że stać mnie na więcej, więc do działania!

Drogi czytelniku, jeżeli też wydaje ci się, ze trwasz w niekończącym się „dniu świstaka” – nie trać życia na codzienne przeżywanie tego samego. Weź się w garść, przygotuj odpowiedni plan i zacznij działać. Wprowadzając zmiany w swoim życiu musisz być gotowy na spełnienie 3 koniecznych warunków, bez których żadna zmiana w życiu nie uda się:

  1. Musisz naprawdę pragnąć zmian, musisz mieć silne pragnienie stania się kimś lepszym. Każda zmiana rozpoczyna się dopiero wtedy, kiedy (Ty sam) masz silne pragnienie tej zmiany. Wyobraź sobie sportowca, który od roku ćwiczy lekkoatletykę, osiąga jednak przeciętne wyniki. Jego trener pragnie, żeby ten stał się mistrzem, ponieważ widzi potencjał w młodym podopiecznym. Co z tego, jeśli zawodnik nie chce się zmieniać, nie chce być najlepszym. Czym skutkuje taka postawa? Sportowiec ćwiczy, ponieważ trener powtarza mu, że może osiągnąć sukces. Jednak bez wewnętrznego przekonania, nigdy nie będzie wkładał całego serca w to co robi – nie będzie przychodził pierwszy i ostatni wychodził z treningów. Dopiero kiedy on sam uwierzy, że wszystkie drzwi stadionów stoją przed nim otworem, będzie mogła zajść w nim zmiana. Tak samo wygląda sytuacja, jeżeli ktoś jest zdolnym informatykiem, wszyscy mówią mu, że jest genialny. Ten jednak uważa, że nigdy nie stworzy nic odkrywczego. To przekonanie będzie go blokować tak długo, jak ten będzie w nim trwał.
  2. Musisz być gotowy na zmiany, a to niesie za sobą ofiary, nie da się osiągnąć sukcesu finansowego, jednocześnie spędzają z kolegami każdy wieczór w klubach. Na początku prawie każdego sukcesu jest ciężka praca i wyrzeczenia. Ten sam sportowiec, o którym już mówiliśmy, podjął decyzję, że chce być najlepszym. Teraz czeka na niego kolejna ciężka próba. Jego rodzina, żona i dwójka dzieci, mieszkają w Krakowie, a on musi wyjechać na 3 miesiące na obóz przygotowawczy na Sycylię. Z jednej strony miłość do rodziny, z drugiej chęć odniesienia sukcesu. Sportowiec wie, że jeśli tam pojedzie wróci silniejszy, szybszy, po prostu lepszy. Nie ma innego wyjścia.
  3. Musisz być gotowy do podejmowania wysiłku. Musisz przygotować się do przetrwania długotrwałych okresów, w których nie zauważysz postępów. Sportowiec już na Sycylii, pracując w pocie czoła, nie zauważa żadnych efektów treningu, który trwa już 2-miesiące. Jest wykończony psychicznie i fizycznie, ale ufa swojemu trenerowi. Po kolejnym miesiącu wraca do domu, przez 3 miesiące trenował swoją psycho-fizyczną formę, kilka tygodni później wygrywa zawody na narodowym szczeblu.

Historia, którą opisałem ma pokazać, że sukces nie jest wynikiem szczęścia. Sukces to 10% inspiracji i 90% ciężkiej pracy i potu.

Chcesz dalej osiągnąć sukces? Rób więcej niż wszyscy, inaczej niż wszyscy, śmielej niż wszyscy… Kiedy się potkniesz, nie oglądaj się za siebie, wstawaj i kieruj się prosto do celu – życiowego sukcesu.

sukcesCo będzie twoim życiowym sukcesem? To już zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Dla jednych będzie to niezależność finansowa, dla innych wybudowanie domu, a dla kolejnych roczna podróż dookoła świata. Wszystkim życzę osiągnięcia swoich sukcesów.

„Sukces to maksymalne wykorzystanie możliwości jakie masz.

-Zig Ziglar

04 sty 2012

O oszczędzaniu słów kilka…

Jak zacząć oszczędzać?

Świnka skarbonka, dla każdegoW poprzednim wpisie pisałem o tym, dlaczego warto zastanowić się nad oszczędzaniem. Jeżeli przekonałem Cię, że warto to robić – już dziś możesz zacząć. Wyskakuje ze „stówy” i załatwione, w tym miesiącu wystarczy. Proste? Rozumiem, nie masz wolnych 100 złotych do rozdysponowania. Dziś dowiesz się, gdzie możesz znaleźć pierwsze oszczędności w swoim domowym budżecie. Pamiętaj, że z oszczędzaniem jest podobnie jak z każdym innym wyzwaniem, nie można się poddawać po pierwszych kilku nieudanych próbach – mówiąc, że to „do d**y”. Im więcej razy się potkniesz, wywrócisz, a potem wstaniesz, tym silniejszym będziesz podczas kolejnej próby.

Tak właśnie wygląda "mała czarna"W pierwszej kolejności nie mam zamiaru namawiać cię, do odkładania jakichkolwiek sum z twojego budżetu. Podobnie jest z przedsiębiorstwem, jeżeli te ma kłopoty finansowe, to na samym początku nie zwalnia połowy personelu. Pierwszym krokiem do poprawy płynności finansowej przedsiębiorstwa jest próba obniżenia kosztów (produkcji, dystrybucji, itp.). W Twoim wypadku obniżenie kosztów produkcji oznacza obniżenie kosztów życia. „Przecież nie wydaję dużo, mam 5 letni samochód i telewizor, który pamięta początki milenium.” Bardzo dobrze, że nie bierzesz udziału w „wyścigu szczurów”, nie licytujesz się z sąsiadem na droższe samochody i z kolegami na nowe funkcje telewizora. To o czym teraz mówię jest jednak schowane w innym miejscu. Nasz budżet zabijają małe sumy, czyli przysłowiowa „mała czarna” wypita z kolegami na mieście. Kawa jest tutaj jedynie przykładem, ale bardzo dobrze obrazującym tą prawidłowość, przedstawię ci to na 2 przykładach:

  • 1. Jako bywalec dziennych studiów, często spędzałem czas na kampusie. Przynajmniej 4 razy w tygodniu miałem zajęcia do późnych godzin popołudniowych. Po kilku godzinach wykładów, trzeba było podładować odpowiednio akumulatorki, więc często odwiedzałem automat do kawy i „inwestowałem” w cappuccino, czyli 2 złote nie moje. Chcąc nabrać więcej energii mogłem zafundować sobie „czarną parzoną”, która owszem postawiłaby konia na nogi, ale kosztowała już 3 złote. Powiedzmy więc, ze 2 dni kupowałem cappuccino, a 2 dni parzoną, co razy 4 tygodnie daje wynik – 40 złotych. W roku akademickim na kawę wydałem więc 360 złotych! Jak można ograniczyć koszty? Kupiłem 0,7 L termos, w którym mogłem przynosić zapas kawy na cały dzień, a potem pic do oporu – tak wiem, to było niezdrowe. Jak w tym wypadku wyglądały wydatki? 25 złotych to koszt termosu, dodatkowo 2 paczki rozpuszczalnej kawy, który wystarczały na miesiąc to koszt 20 złotych. 20 x 9 + 25 = 205, tym prostym sposobem zaoszczędziłem około 150 złotych na samej kawie.
  • 2. Wyjeżdżając do pracy w długie trasy (Warszawa, Kraków, Wrocław), najczęściej bladym świtem – nie ma innej rady, jak zatrzymać się gdzieś po drodze i kupić kawę. Przy dłuższej trasie 2 kawy w jedną stronę i 2 kawy w drugą stronę (każda 5 złotych), po zsumowaniu daje wynik 20 złotych. I to tylko w jednym dniu. Wykorzystując takie samo rozwiązanie, jak w przykładzie pierwszym, możemy zaoszczędzić jeszcze większe sumy – jeżeli często jeździmy. Nie będę rozpisywał się o tym, że jakość kawy na stacjach pasuje do powiedzenia „pomyjki ze stacyjki”. W swoim termosie przynajmniej wiem co piję!

Tak jak już mówiłem, kawa to tylko jeden z przykładów drobnych wydatków, na którym można zaoszczędzić niemałe pieniądze – nawet do 50 złotych miesięcznie na samej kawie. Naturalnie idąc do kawiarni, koszt kawy to 7 – 10 złotych, może więc lepiej ze znajomą spotkać się w domu? Innym przykładem drobnych wydatków jest 0,5 L woda mineralna – 3 złote – w tym wypadku więcej zapłacisz za butelkę, niż za wodę w środku. Chyba nie muszę mówić o tym, jak palenie wpływa na stan twojego budżetu, tym bardziej, że w 2012 roku papierosy drożeją o kolejną złotówkę. Może dziś jest dobry moment, żeby zastanowić się nad ograniczeniem palenia kolejnych paczek papierosów?

Nie idź za stadem lemingówWarto wspomnieć o jeszcze jednym ważnym aspekcie tego sposobu oszczędzania. Jeśli uważasz, że głupio byłoby Ci wyciągnąć termos, podczas gdy koledzy będą pili kawę z automatu… to bierzesz udział w niechlubnym „marszu lemingów”. Wiesz dobrze, że dzięki temu możesz zaoszczędzić, jednak inni robią to inaczej, więc ty kierowany „instynktem leminga” również kupujesz kawę z automatu. Możesz to zmienić, ale musisz zadać sobie pytanie, czy chcesz żyć – tak jak wszyscy, czy być niepowtarzalnym i już od dziś zacząć budować swoje zaplecze finansowe.

„Strzeżcie się drobnych wydatków, mała dziurka bywa często przyczyną zatonięcia wielkiego statku.”

 -Beniamin Franklin