23 kwi 2013

Wędrowanie – część I

Trudne początki.

Swoją przygodę z górami zacząłem razem z moją partnerkę w zeszłym roku podczas majówki. Przeszliśmy wtedy czarnym szlakiem z Goleszowa na Wielką Czantorię i z powrotem – czyli ponad 30 km. Jedyne co pamiętam z tego wypadu w góry to niekończące się podejście pod Mała Czantorię, kiedy starałem się wejść na szczyt ból mieszał się z mroczkami przed oczyma. Jakimś cudem udało nam się przejść ten odcinek i potem jeszcze wrócić do samochodu zaparkowanego w Goleszowie. Mimo zakwasów i ogólnego bólu całego ciała czułem dumę, że udało mi się pokonać taki odcinek. Później idąc za ciosem zorientowałem się co to GOT jakie są trasy PTTK, jak zdobywa się punkty… Ostatecznie jednak proces rozwijania własnej firmy, skupiania się bardziej na tematach biznesowych, pogrzebał wszystkie plany związane z górami w 2012 roku.

W tym roku nie zamierzam odpuszczać, za żadne skarby, chcę żeby za zdobyciem każdego kolejnego szczytu, stało rozwijanie się w wyprawach górskich, pod kątem sprawnościowym, technicznym, jak również sportowym. Wielu doświadczonych turystów górski powie zapewne, cóż to za „zdobywanie gór” kiedy mówimy o pagórkach wystających ledwo ponad 1000 metrów n.p.m., uznałem że najlepszą taktyką będą małe kroczki i szlifowanie kondycji do ataku na wyższe szczyty.

W tym roku chciałbym zdobyć koronę polskich Beskidów, czyli:

BESKID MAŁY
1. Czupel (933)
2. Łamana Skała (929)
3. Hrobacza Łąka (828)

BESKID ŚLĄSKI
4. Klimczok (1117)
5. Skrzyczne (1257)
6. Wielka Czantoria ( 995)
7. Stożek ( 978)
8. Barania Góra (1220)
9. Równica (884)

BESKID ŻYWIECKI
10. Wielka Racza (1236) – -
11. Bendoszka Wielka (1144) – -
12. Wielka Rycerzowa (1226) – -
13. Romanka (1361) – -
14. Pilsko( 1557) – -
15. Babia Góra (1725) – -

Pierwszy wyjazd w góry zaplanowaliśmy na środę 10 kwietnia. Po uprzednim sprawdzeniu prognoz pogody zapowiadał się ciepły (w porównaniu do dni poprzednich) i w miarę bezchmurny dzień w Ustroniu. Wyposażeni w nieprzemakalne kurtki i dresy(w plecaku) w razie nagłego ochłodzenia ruszyliśmy na spotkanie z górami.

Trasę rozpoczęliśmy w centrum Ustronia przy PKP. Jako że kasy biletowej tam nie znaleźliśmy pieczątkę „na start” podbiła nam Pani ze sklepu, który mieści się w budynku dworca PKP. Nie była zaskoczona naszym pytaniem o pieczątkę i życzyła „udanej wędrówki”, więc zapewne nie byliśmy jedynymi turystami, którzy w tym sklepie postanowili rozpocząć swoją podróż. Od PKP kierowaliśmy się żółtym szlakiem w stronę Jelenicy. W mieście szlaki są oznakowane bardzo dobrze, więc nie mieliśmy problemów z wyjściem z miasta i po niecałej godziny zeszliśmy „z drogi” i za polem namiotowym skręciliśmy w las.

Podejście żółtym szlakiem na Małą Czantorię na szczęście jest przyjemniejsze od szlaku czarnego, więc już po 2 godzinach, bez większych przeszkód udało nam się dotrzeć do szczytu, gdzie zrobiliśmy sobie chwilę na odpoczynek i kilka kawałków czekolady. Ostatnia przyjemna chwila przez bardzo długi odcinek czasu. Przejście z Małej na Dużą Czantorię pamiętałem, z poprzedniego roku, jako „przyjemny spacerek”. W tym roku niestety tak nie było. Śniegu było około 80 cm, co sprawiło, że każdy krok wiązał się z zapadaniem się o jakieś 40 cm, nie pomagało nawet wędrowanie po śladach, których było jak na lekarstwo. Przed nami w tamtym kierunku szły tylko 2 osoby. Kiedy zaczęliśmy podchodzić pod Wielką Czantorię, w końcu natrafiliśmy na tą osobę, która tak bardzo pomogła nam, delikatnie torując ścieżkę, obok jego nogi wiernie wędrował pies, a sam chłopak nie wyglądał w ogóle na zmęczonego. Po wymienieniu uprzejmości dowiedzieliśmy się, że na górze „jest trochę ostrzej”. Pomyślałem tylko „cholera, jak to ostrzej?”. Śniegu było jeszcze więcej i moje nogi zapadały się jeszcze bardziej, w odróżnieniu od Anety, która ważąc połowę tego co ja, niemal bez zapadania się w śniegu (jak tolkienowskie elfy) mogła spokojnie wchodzić pod górę. Kilkaset metrów przed Chatą na Czantorii większe podejścia się skończyły i spokojnie, ale już z bólem łydek mogliśmy dojść do Chaty. Niestety poza sezonem nie serwuje się tam nic ciepłego do zjedzenia, więc zadowoliliśmy się ciepłą herbatką i paczką orzeszków ziemnych. W tym miejscu spokojnie rozłożyliśmy mapę i przygotowaliśmy dalszą część wędrówki. Pierwotnie chcieliśmy podejść jeszcze na Równicę, ale okazało się, że do Ustronia dojechaliśmy dużo po czasie, w którym zakładaliśmy start, dodatkowo warunki były bardziej ekstremalne niż przewidywaliśmy, więc postanowiliśmy dojść do Wielkiej Czantorii, zejść czerwonym szlakiem na Ustroń Polanę i stamtąd wzdłuż rzeki dojść do PKP w Ustroniu. W Chacie na Czantorii dostrzegliśmy też braki w naszym wyposażeniu, mi najbardziej doskwierał brak stuptutów, co w połączeniu z dużo ilością śniegu i dodatnią temperaturą skończyło się mokrymi po kolana spodniami i małym basenem w butach. I tutaj drugi poważniejszy brak podczas naszej wyprawy – buty. Przygotowaliśmy się na wiosenny wypad z butami do kostki – wcześniej zaimpregnowaliśmy je jakimiś magicznymi specyfikami, które dzielnie wytrzymały, aż do Małej Czantorii, niestety już w Chacie na Czantorii mogłem wykręcać skarpetki z wody – trzecia uwaga, na przyszłość przydają się też zapasowe skarpetki.

Zagrzani ciepłą herbatą mogliśmy ruszyć dalej, zdobyliśmy Wielką Czantorię, niestety w tygodniu w kwietniu wieża widokowa była zamknięta, więc nie udało nam się podbić naszej książeczki. Zeszliśmy ze szczytu w stronę wyciągu i Polany Stokłosica, jako że czas już nas tak nie gonił, a przed sobą mieliśmy tylko zejście z Czantorii, zatrzymaliśmy się też w kawiarni przy wyciągu i mogliśmy podziwiać zza jej oszklonych ścian piękne widoki i zachodnie zbocza Równicy i Orłowej. Mieliśmy mały problem, żeby znaleźć wejście na czerwony szlak, żeby zejść z Czantorii, na szczęście ratownik GOPR-u wskazał nam odpowiedni kierunek i za „dzikimi ptakami” skręciliśmy w lewo trafiając na szlak. Mimo dużej ilości śniegu schodziło się dużo lepiej niż wchodziło, uważając na prawie niewidoczne spod śniegu konary udało nam się bezpiecznie dotrzeć do Ustronia Polany. Jako, że było już kilka minut po 17.oo, wszystkie okoliczne sklepy, restauracje, itp. były zamknięte, więc o ostatnią pieczątkę poprosiliśmy lekko zdezorientowanego pracownika stacji, który nie wiedzieć czemu nie mógł powstrzymać się od śmiechu podbijając nasze książeczki. Z Ustronia Plany do centrum było około 3 kilometrów, wiec o godzinie 17.45 spokojnie dotarliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu. W kwietniu nie odpuścimy sobie Równicy, więc niebawem, kolejny raz pojawimy się na szlaku.

Kanał RSS komentarzy Adres TrackBack

Zostaw komentarz

Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>